9 grudnia 2014

chorujemy...

Gdy w czwartek do pokoju weszła Nadia trzymając się za uszko wiedziałam, że to nie przelewki. Jak najszybciej pojechałam do pediatry, gdzie dostaliśmy pilne skierowanie do laryngologa. Diagnoza zapalenie ucha, zalecenie 7 dni antybiotyk i zero wyjścia z domu.  
załamałam się. 
Przez ponad 2,5 roku udało nam się uchronić przed poważniejszymi dolegliwościami, wiec ta choroba to taka nasza pierwsza poważna.  Wzięłam opiekę,  zostałam w domu. Naiwna byłam myśląc że to będzie nasz czas. Córka moja ewidentnie z dnia na dzień wykorzystuje swój stan mimo, iż już po pierwszej dawce antybiotyku widać było znaczna poprawę i lepsze samopoczucie. Jest rozkapryszona marudna i płaczliwa. Nie oszukujmy się jest po prostu nie do zniesienia. Planowałam nadrobić ten czas, gdy nie jesteśmy razem. Próbowałam i nadal próbuje. 
Codziennie wymyślam zabawy, staram się wypełnić nam ten czas choroby do maksimum, ale moja córka nie ma ochoty współpracować z matką, a wręcz przeciwnie. Daje mi w kość najbardziej chyba jak może. 
Zaplanowałam dla Was wiele postów które na chwile obecną są tylko zapisane na karcie pamięci aparatu i czekają na obróbkę. Wiem, że teraz nie dam rady tego zrobić z moim dzieckiem.
 Niestety nie teraz. 










***